RSS
wtorek, 14 września 2010
przyjaźń bez granic

Wczoraj z potrzeby serca najpierw zadzwoniłam do mojego przyjaciela /bardzo oszczędnie szafuję tym słowem/, a wieczorem napisałam kilka smsów. To mi uświadomiło jedną rzecz. Są ludzie nieliczni w moim otoczniu, z którymi rozumiem się idealnie, choćbyśmy widzieli się ostatnio...rok temu. Po prostu jakby upływ czasu jaki był od ostatniego spotkania, nie miał żadnego znaczenia. Tak mam z wrocławską koleżanką B. widzimy się 2-3 razy do roku, ale to niczego w naszych relacjach nie osłabia, dzwonimy też z rzadka do siebie, tak mam też z krakowską Kasią. Poznałyśmy się forumowo z 5-6 lat temu, potem w 2008 roku spędziłysmy razem wakacje na obozie chrześcijańskim, w 2009 też i dopiero na Jej zaproszenie byłam teraz w sierpniu na 3 dni w Krakowie. Spędziłyśmy intensywne 3 dni, spacerując, gotując, siedząc, jedząc i gadając od rana do wieczora. Z nią mam wrażenie identyczności, ma 4kę dzieci jak ja, jest szalenie aktywna i energiczna -jak ja, podobnie wybuchowa jak ja. No dwie takie same Kaśki, tyle że jedna z Wrocławia, druga z Krakowa. Z panem A. historia jest inna. Znamy się od ok 12 lat, były okresy bardzo luźnej znajomości między nami, ale i też intensywnej współpracy zawodowej we wspólnym przedsięwzięciu biznesowym. To jest ktoś, z kim nawet milczy mi się dobrze, wystarczy mi jego obecność. Słów nie trzeba. Niestety porzucił Wrocław i wrócił do swojego rodzinnego miasta, ale ilekroć mam jakąś potrzebę emocjonalną, on to wyczuwa i odzywa się. Wtedy wystarczy kilka słów, taka namiastka obecności i już czuję się nasycona Jego osobą.

Tylkotrzy osoby, a wystarczą mi za kilogramy innych. Cieszę się, że je mam...

poniedziałek, 13 września 2010
adekwatność kazań

Nie wiem dlaczego, ale ilekroć jestem na nabożeństwie mam poczucie ,że temat kazania idealnie trafia w moje potrzeby duchowe. Tak też było wczoraj, zaraz po biegu na 1609 m i po losowaniu nagród zjawiłam się w zborze na nabożeństwie z Małą i Dużym /Mąż został zawezwan do pracy i odwiózł Małego do spania w domu/. Dużo śpiewu, uwielbenia, a potem kazanie o zwycięstwie. Jaką pastor czytał ostatnio książkę o nieuleganiu reklamom odchudzania 20 kg w 10 dni?, nie braniu chwilówek na 'niezbędne' zakupy?, jak zostać człowiekiem sukcesu w tydzień? Ano......Biblię, tak to oklepane Słowo Boże, w którym jest odpowiedź na wszystkie nasze pytania, choć my zazwyczaj odpowiedzi poszukujemy zupełnie gdzie indziej. Mając tendencję do komplikowania spraw najprostszych, nie widzimy tego, co jest tuż pod nosem i przynosi rozwiązanie na każdy dzień i każdy problem. A dlaczego??? Sama szukam na to odpowiedzi.... 

niedziela, 12 września 2010
dziś biegniemy

Dziś, podobnie jak zeszłego roku, bierzemy udział w rodzinnym biegu na olmpijską milę. O 9.15 tuż po wystartowaniu maratończyków na 42 km, jest biega-zabawa na 1,6 km. Akurat dystans dla każdego, Mały 'biegnie' w wózku z Mężem, ja trzymam za rękę i dopinguję Małą, a Duży ma powera i biegnie sam, tylko nie wiadomo jak to pójdzie Dużej, bo ma coś ze stopą i bandażuje ją /rtg nie wykazało zmian/. W zeszłym roku /to był nasz pierwszy start/ zaczęliśmy bieg razem i zakończyliśmy go razem, obecnie chyba podzielimy się na drużynę męską i damską. W żółtych koszulkach od sponsora, z numerami startowymi od 400-405 porywalizujemy ze sobą troszkę. Zaraz po dobiegnięciu na metę i losowaniu nagród idziemy do zboru na nabożeństwo, a że jest blisko stadionu olimpijskiego i by się nań nie spóźnić, to może na nabożeństwo.....pobiegniemy.

Wczoraj, coby nie być zupełnie nieprzygotowaną na bieg, namówiłam koleżankę do truchtania. Jej szczęście, że nie odebrałam telefonu od niej /bo szukałam ubrania biegowego -gdyż do domu wpadłam z dzieciakami o 18.45 tuż po festynie, a na bieg z nią umówiona byłam na 19/ ponieważ dzwoniła, żeby odwołać bieganie. Ale ja już w drodze do niej byłam i ostatecznie pobiegłyśmy razem. Truchtając, idąc szybkim marszem, gadając - zajęło nam to 1,5 godz. A bieg miał trwać max 30 min ha, ha, ha 

sobota, 11 września 2010
spotkanie z Kasią Figurą

Wczoraj miło spędziłąm wieczór z mężem i kilkoma parami zaproszonymi na Kingsajz ze specjalnym udziałem Kasi Figury. Poza lekkim spóźnieniem było ciekawie. Opowiadała o swoich odczuciach związanych z 2gim ważnym dla niej filmem /zaraz po Pociągu do Hollywood/. Mówiła o pracy ze Stuhrem, Chmielnikiem, innymi. Wiecie, że Olo chodził po Kasi ciele...wybudowanym w studio Barrandov w ówczesnej Czechosłowacji? Wspomniała o swoich planach zawodowych /2 filmy do kręcenia jesienią -komedia z Kotem, Karolakiem, Fryczem o byciu businesswoman wśród męskiego świata korporacji -, jeden do kin ma wejść też jesienią - też komedia -, pracuje również w teatrze i jeździ ze sztukami po Polsce. Wspominała, że Machulski ma pomysł na zrobienie filmu z większością swoich aktorów w jednym filmie, ciekawe by było spotkanie komisarza Ryby z Alą kingsajzową, czy też Kilera z Olem /niestety odtwórca Ola już nie żyje/.

Najbardziej sciskała mnie za serce ponownie ujrzana wizja zniewolenia w Kingsajz, któremu to jedni się poddawali, a inni walczyli i gotowi byli oddać życie za wolność życia w kingsajzie. Zadziwiająco aktualne, nieprawdaż?

piątek, 10 września 2010
poziom zorganizowania

Zorganizowanie to mam opanowane chyba do perfekcji, jest już ok 7.30 a ja mam wyprane dziś pranie w pralce czekające na powieszenie, powysyłane maile, zrobiony plan dnia w kalendarzu, wysłaną Małą z Mężem do szkoły i pracy zaopatrzonych w śniadanie robione od ręki /nie znoszę śniadań z lodówki, zrobionych poprzedniego wieczora/, nakarmionych ciepłym śniadaniem domowym /w chłodne dni preferuję karmienie czymś rozgrzewającym/, Dużego już wstanego, ubranego samodzielnie z odniesioną piżamą do łóżka, jeszcze tylko Mały do obróbki ubraniowej mi pozostał...aha no i ja na wpół piżamowo-wyjściowo....ale to już pikuś 

czwartek, 09 września 2010
szok

Mąż przyniósł wczoraj polecony z poczty polskiej zaadresowany do mnie, a dotyczył ów list skargi złożonej na ordynatora oddziału dziecięcego, w którym był leczony Mały - bagatela - 19 mscy temu, skargę wówczas złożyłam w 3 miejscach, u dyrektora szpitala dziecięcego, u rzecznika praw pacjenta, oraz w dolnośląskiej izbie lekarskiej u rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Wyjaśnienie na moją skargę najszybciej wysłał mi rzecznik praw pacjenta i na jego żądanie dyrektor szpitala, zaś izba lekarska potrzebowała na to....aż 18mscy!!!! Szok, po prostu

Byłam wczoraj u dr Z. U niego też zazwyczaj doznaję szoku, tyle że zgoła innego....otóż on wstaje na powitanie pacjenta, podaje rękę na przywitanie, wysłuchuje empatycznie co zacz, jak ma wątpliwość to z własnej komórki dzwoni przy pacjencie do kolegów lekarzy i dopytuje o dany casus medyczny i dalsze postępowanie z nim wg kolegi, wczoraj dawał mi własne chusteczki do wycierania łez /bo płakałam jak bóbr/, wspiera psychologicznie, unika antybiotyków jak może, porozmawia o czym się chce /mojej Dużej będącej u niego w poniedziałek ze skręconą nogą polecił wyjazd do Taize dla młodzieży - oprócz skierowań do chirurga i na rtg/. Uwielbiam do niego chodzić, tyle że nie choruję wcale....Jednak, gdy ostatnio, czyli w 10.2009 powiedział mi, że rozważa rozstanie z zawodem i wyjazd do Francji w celu robienia czegoś innego całkiem, to gorąco Go od tego odżegnywałam, narazie z dobrym skutkiem....

Tak więc, gdy wyszłam już od Niego zryczana, z potrzebnymi mi skierowaniami na badania, postanowiłam do Niego zadzwonić /dał mi swój nr komórki na moją prośbę/ i poprosiłam, czy nie wysłałby mi pocztówki z Lwowa /rozmawialiśy na wizycie o tym Jego wyjeździe i urlopie, który bierze aż do października/ i On odpowiedział, że to będzie dla niego przyjemność wysłać mi kartkę, i że On się nawet pomodli w mojej intencji. No szok!!!!!!!!

 

wtorek, 07 września 2010
gratis cd

Zapomniałam dodać, że ostatnio właśnie załapałam się na kurs informatyczny /wart 4200zł/ wraz ze stażem w firmie informatycznej - dla osoby w mojej sytuacji zawodowej, czyli niezarejestrowanej w żadnym PUPie /wtedy jest on odpłatny częściowo/ - gratis

a wczorajsze aikido Dużego też ma obstalowaną cenę uwzględniającą gratis...........

nie wspominając Kasiu, że jak byłam u Ciebie w Krakowie, to po zrobieniu zakupów w Twoim sklepie....dostałam gratis, ha, ha, ha

gratis

Przemyśliwując wczorajszy komentarz na blogu, uświadomiłam sobie, że istotnie mam dar do gratisów. Oto sytuacje z ostatnich 2 tygodni: 

zapisałam się na warsztaty dla rodziców "Jak wychować zdolne dziecko" /płatne oczywiście, 290zł/ , w ich efekcie na 5 dzień, gdy był trening rodzica i dzieci wyszłam z 12 firmowymi piłkami do żonglowania /po 3 na osobę dla mojej 3 dzieci i dla mnie/ oraz 30 kostkami do gry, ułatwiającymi ćwiczenia na koncentracje i spostrzegawczość - gratis

tydzień temu w niedzielę byłam na święcie mąki we wrocławskim ogrodzie botanicznym z dziećmi, oprócz nagród w konkursach wygranych przez Małą i Dużego, po 2 godz grania w tenisa Duży dostał zaproszenia na 60 min. lekcję tenisa w dowolnym terminie na korcie blisko naszego domu - gratis

zatrzymałam się w w/w niedzielę na stoisku u pani z tupperware, zadając jej mnóstwo pytań i ostatecznie pomagając /razem z koleżanką moją/ w przygotowaniu ciasta dostałam kilka łyżeczek dla Małego i sitko - gratis, a jak się okazało, za pomoc w tym mieszaniu ciasta drożdżówego i częstowaniu gośći rogalikami mam dziś jechać odebrać dla mnie i koleżanki miły i wartościowy gratis

w sobotę robiąc zakupy w centrym handlowym wyszłam z 8 biletami na film z Kasią Figurą - gratis oczywiście - ale robiąc zakupy w 1szym sklepie dla koleżanki na urodziny, powiedziałam sprzedawcy, że skoro kupuję u niego 3 rzeczy /za ok 80zł/, to oczekuję gratisu.....i dostałam go! To byłą silikonowa rybka do nawijania nadmiaru kabelków, więc Mała ma nareszcie porządek przy swojej mp3ce, a Duża zamówiła podobną rybkę dla siebie 

w niedzielę byliśmy prawie całą rodziną w zoo /Duża została w domu w celach naukowych tj poprawka na egzaminie do zaliczenia na studiach/ -- dzięki mojej zapobiegliwości i zapisaniu rodziny do porogramu ok 5 lat temu "rodzina 2+3 i więcej" zaoszczędzone na wejściu równe 105zł - gratis

wizyta po zoo w pizzy hut, gdzie zostawiliśmy 20% napiwek miłej i cierpliwej do naszych dzieci kelnerce, już wychodząc zapytałam , czy mają jakieś karty rabatowe dla klienta i dostałam 4 wejściówki z mega rabatem - gratis

oczywiście nie oczekuję gratisów kupując kg ziemniaków za 1zł, ale nawet ostatnio kupując 30 jaj wiejskich po 80 gr poprosiłam o 2kolby kukurydzy gratis i dostałam je.

Tak więc wychodzi na to, że ja oczekuję gratisów i otrzymuję je, ale tylko dlatego że nie mam oporów by o nie poprosić.

poniedziałek, 06 września 2010
mały hipcio

Wczoraj , zaraz po nabożeństwie /1sza w tym roku szkolnym szkółka niedzielna przypadła Małej wyjątkowo do gustu/ udaliśmy się do wrocławskiego zoo. Duża atrakcją w nim jest urodzony 17.08.10 hipopotami chłopczyk -duża rzadkość, bo zazwyczaj rodzą się dziewczynki- śliczny maluch, na oko ok 20 kg wygrzewał się na słóńcu tuż przy mamie, zaś gdy nadmiar gapiów i fleszy ich zmęczył poszli sobie do murowanego domku. Z fipciem związany jest konkurs, jak mu dać na imię.....oczywiście wzięłam w nim udział ja i Mała. Obstawiamy nasze typy na wygraną oczywiście, ponieważ nagrodą jest certyfikat bycia chrzestnym rodzicem oraz darmowe bilety do zoo dla całej rodziny.

Zaś ja wyjątkowo gustuję w rzeczach za free, np w sobotę po 3 godzinach zakupów w pasażu grunwaldzkim z Małą i Dużym, okazało się, że mam kilka paragonów upoważniających do odebrania gratisowych biletów do kina w piątek wieczorową porą na 'Kingsajz' ze specjalnym udziałem po seansie głównej aktorki tego filmu Kasi Figury. Akurat coś dla mnie, wyszłam z pasażu z 8 biletami, pójdziemy sobie w kilka par małżeńskich na miły wieczór w nastęny piątek....

Tagi: rodzina
05:55, mamapa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 września 2010
dziś zaczynam...

Zachęcona i ośmielona przez koleżankę krakowską postanowiłam zacząć pisać to, co i tak mam często ochotę przelać na papier.....a że czasy już nowoczesne, to i pisanie zamiast w pamiętniku, można umieścić w łóżku na laptopie /co niniejszym czynię/. Zawsze miałąm jasność i łatwość w formułowaniu myśli, więc czy pisemnie, czy ustnie...idzie mi to prosto.

 Zatem przedstawiam się: jestem wrocławianką, w październiku 2010 stuknie mi 40 -ka /czego wcale nie odczuwam, a co gorsza wcale się nie zachowuję jak przystało na taki "godny" wiek/ , jestem żoną z 20 letnim stażem i matkuję 4 dziecięciom, 20-letniej Dużej, 9-letniej Małej, 6-letniemu Dużemu i 2-letniemu Małemu /naprawdę Mały ma dopiero 22 msce/. Jestem mamą domową, co mi chwilowo odpowiada, bo lubię mieć sprawy domowo-okołodzieciowe dopilnowane tak jak trzeba czytaj: samodzielnie trzymam rękę na pulsie rodzinnym /i jeszcze uważam, że nikt tego nie zrobi lepiej ode mnie/

U nas zawsze coś się dzieje, o żadnej nudzie nie ma mowy, natomiast właśnie teraz dzieje się....nic, bo wszyscy śpią jeszcze....o pardon, Mały wstał i uczynił dzieło do nocnika, obwieszczając to głośnym łuuuuu...........tak więc jestem z niego dumna /bo to jego początki samodzielności nocnikowej/ i wychodzi na to, iż mój 1szy wpis dotyczy dumy z kupy..........eh życie 

1 , 2 , 3 , 4