RSS
czwartek, 07 października 2010
yes, yes, yes

Lubię jak rzeczy układają się po mojej myśli. Wiem, że niewiele tu mojego działania / o ile to jest zgodne z planem Pana B. dla mnie/ ale cień ułudy, że choć minimalnie przyłożyłam się do tego swoim działaniem, sprawia mi radość.

Po niedzieli razem z dwiema córkami zaczynam 2 miesięczny kurs skutecznego czytania - w szkole 5 min od domu. Gratis! Zaoszczędzone ok 1600zł. Dziś jadę na warsztat o emocjach kobiety. Tydzień temu skończyłam warsztat z zarządzania czasem swoim i rodziny. Oba nieodpłatne. Warsztat o zarządzaniu czasem pokazał mi, że mam problem z delegowaniem zadań na innych członków rodziny, więc większość rzeczy robię sama.

Wstaję o 5 rano i do 23 mam sporo czasu na:                  ogarnięcie dnia i zaplanowanie go w kalendarzu,                  pisanie maili,                                                         nastawianie, wieszanie i ściąganie prania,                          szykowanie śniadań do pracy/szkoły,                                       dopilnowanie wyjścia dzieci rano z domu,                                  tudzież odwiezienia ich do szkoły/przedszkola,                         robienie zakupów,                                                      godzinne wybieganie Małego po dworze, żeby chętnie i długo spał, zaplanowanie i zrobienie obiadu,                                     pójście do lekarza z sobą/dziećmi, jeśli jest taka potrzeba, zaliczenie lgopedy dla Dużego,                                           zawiezienie dzieci na aikido/harcerstwo/uniwersytet dziecięcy,  położenie Małego spać,                                                    swoją drzemkę,                                                             rozwój osobisty,                                                                     telefoniczne lub osobiste załatwianie ważnych spraw,        czytanie książek,                                                                   życie towarzyskie,                                                   pomaganie w odrabianiu lekcji                                             1,5 godzinne marszobiegi lub jogę,                              modlitwę lub refleksje o życiu,                                    zaliczenie ciekawych  warsztatów,                                      rozmowę z dziećmi/mężem,                                           rozmowy biznesowe i załatwianie spraw w tym temacie, ogarnięcie tego wszystkiego w ciągu jednego dnia,              zmierzenie się z podobnym planem....następnego dnia

Trochę tego jest, więc każda para rąk do pomocy mile widziana. Niestety mam podejście 'ja to zrobię najlepeij' i stąd tyle spraw na mojej głowie. Jednak warsztaty pokazały, mi że nie wszystko musi być zrobione idealnie, wystarczy by były wykonane.....wystarczająco dobrze. To taka mega korzyść z warsztatów, oprócz kilku ćwiczeń i plansz zabranych do domu, ułatwiających zarządzanie czasem.

W sobotę jadę do G. finalizować rozmowy o zakłądaniu mojej firmy. Bo jakby mi było mało codziennych zajęć, stwierdziłam, że czas najwyższy, po 10 latach macierzyńskiego wysiłku z młodszą 3ka dzieci, zadbać o swój rozwój zawodowy. A jak zadbać? Kto mnie przyjmie do pracy w wieku 40 lat /o rany w poniedziałek 11.10 mija ta cyferka na moim kalendarzu życia!!!/ i do tego z 4ka dzieci? Ja juz sprzedawałam marchewkę i sie do tego....nie nadaję. Ja muszę mieć własną firmę, jestem zbyt dynamiczna i dominująca, by chodzić pod jakiegoś szefa ręką. Moim szefem mogę być tylko ja!! Przekonałam się o tym już 2krotnie, gdy byłam sobie sama sterem, żeglarzem i okrętem. To mi najlepiej służy. Tak więc w sobote jadę podpisywać umowy biznesowe, a w niedzielę oglądać miejsce mojej finansowej prosperity, czyli stadnie zwiedzać nowo budowany, wrocławski stadion na Euro 2012.

niedziela, 03 października 2010
potęga miłości

Miałam wczoraj długą rozmowę wyjaśniającą z Dużą, po wsześniejszej mega-drace z nią. Roszczeń i pretensji miałam wiele, więc jej jedno niefortunne zdanie przelało tamę mojej cierpliwości. I kara zastosowana przeze mnie jest bardzo dotkliwa. Monitor od kompa wyprowadził się  z naszego domu na msc, zaś z laptopem jeżdżę wszędzie /choć dotychczas cały czas był w domu/. Pierwotnie rozmowa falowała, od 'nie przerywaj mi jaki mówię', przez 'ty mnie nie rozumiesz', 'czuję się nieważna' aż do jednego zdania, którym chyba Bóg mnie oświecił i wsadził w moje usta : robię to wszystko dlatego, że Cię kocham i zależy mi na tobie córko, gdyby było inaczej to rób sobie co chcesz...   

Tama łez została przerwana i ryczałyśmy jak bobry, oprócz raniących słów, pojawiły się nowe, te będące balsamem dla duszy, które leczą każdą ranę emocjonalną. Ustaliłyśmy, że dziś wieczorem zasiądziemy razem całą 6 i zrobimy takie ustalenia, które będa akceptowalne przez obie strony.

Albowiem: "Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą" 1 Kor 13

czwartek, 30 września 2010
hurra, hurra, hurra

Wczoraj moje całe zaangażowanie się w znalezienie prywatnego sponsora dla Dużej i Małej na trening skutecznego czytania za 560 zł od osoby znalazło swój finał. Ok godziny 15 zadzwoniłą do mnie asystent właścicielki firmy prowadzącej ów trening, że moje zaangażowanie w organizację treningu w najbliższej naszemu domowi szkole przyniosło nieoczekiwane efekty. Na trening do nich zapisało się.....60 osób!! Wobec czego właścicielka ma zaszczyt zaprosić mnie i Małą na rozpoczynający się w poniedziałek o 18 trening...gratis. Będziemy poszerzać swoje horyzonty intelektualne 3 min drogi od domu. Fantastycznie, oszczędność mojego czasu, jeżdżenia do szkoły Małej /jest oddalona o kwadrans drogi autem od naszego domu, a w korkach to i nawet 40 min/ wracania po 20 z treningu ze szkoły. Jestem szczęśliwa!!! A jeszcze czekam na odpowiedź w sprawie dofinansowania do kursu od Orlenu Fundacji Dar Serca. Bo jeśli oni mi coś przyznają, to ja te pieniądze przekażę właścicielce kursu -jestem uczciwa. Koleżanka krakowska powiedziała, że powinnam się zajmować marketingiem w jakiejś korporacji, skoro jestem taka skuteczna.                                                Owszem, zajmuję się marketingiem....własnej rodziny. Działam cały czas na rzecz ich dobra...

Ale droga do osiągnięcia mojego celu była skomplikowana, nawet bardzo skomplikowana. 21.10 przyszłam spóźniona o godzinę /bo aikido z Dużym zaliczałam/ na 2 godzinne spotkanie informacyjne w sprawie treningu skutecznego czytania. Wysłuchałam, wszystkiego co mieli do powiedzenia i jako jedyna z 7 rodziców stale zadawałam pytania, chyba z 5 razy mówiłam : to moje ostatnie pytanie, a czy Państwa firma....? Wymaglowałam właścicielkę doszczętnie, a przy okazji wydałą mi sie osobą bardzo wiarygodną, opiekunką interesów dziecka i mającą 11 staż w swoim programie autorskim. Moje ostatnie pytanie było jakie gratisy i zniżki dla mnie ma , bo mam 4 dzieci i racjonalnie wydaję swoje pieniądze. No jakaś zniżka na 2gie dziecko będzie, tyle że ja nie mam kasy na 1sze. Ale brak finasów to nie problem dla mnie, tylko wyzwanie. Zapytałam właścicielkę , czy jeśli z mojego polecenia przyjdą 3 osoby, to ona uwzględni to w zniżce dla mnie. No pewnie, że tak. No to jeszcze tego samego wieczoru rozmawiałam z koleżanką R., która ma troje dzieci w szkole i córkę-dyslektyczkę. Ona powiedział, iż jej sąsiadka powinna być zainteresowana takim kursem dla swoich bliźniaków-gimnazjalistów. To juz mam 5 osób, co tworzy grupę do rozpoczęcia treningu, ale kasy na moje dzieci wciąż brak. W następne dni, gdziekolwiek jestem /nawet pojechałam do męża firmy i rozmawiałąm z szefową/ pytam o prywatny sponsoring mojej Małej, uzdolnionej córki w kwestii skutecznego czytania. Wszędzie słyszę nie i nie. Nie, to nie jest dla mnie odpowiedź, ja szukam TAK. W piątek dowiaduję się o fundacji Orlen /oni wspierają tylko rodzinne domy dziecka/ ale co tam , o 14,50 dzwonię do nich i wyłuszczam swoją sprawę. Miły pan mówi, że wszelkie stypendia są już pozamykane, ale mogę napisać to có ówiłam i byćmoże przyznają mi darowiznę, tym bardziej, że w poniedziałek jest posiedzenie zarządu, które odbywa się rzadko. To ja dzwonię do właścicelki firmy od treningu, żeby mi napisała pismo o jej kursie i cenie i dostarczyłą najpóźniej w niedzielę, które to uwiarygadnia całą moją przemowę. Ok, rozmawiam z jej asystentem, tak mają problem z komputerami w firmie, ale on napisze i przekaże pani J. żeby w niedzielę mi je dała /ja w niedzielę chodzę na nabożeństwa blisko ich firmy/. No to telefon do szefowej mego męża, żeby zaświadczenie o jego dochodach mi napisała, ok ona już w domu je obiad, ale na poniedziałek rano o 8 pismo będzie. W sobotę na panieńskim przepytuję głowną księgową mega firmy o ten sponsoring, ale ona mówi, że takich próśb mają wiele i realizują rzadko. W niedzielę wiedziona pzreczuciem dzwonię po 9 rano do właścicielki kursu, kiedy mi dostarczy potrzebne zaświadczenie, a ona, że....od soboty jest w górach, pismo ma przy sobie i nie wie kiedy dokładnie wróci do domu, ale wieczorem jak będzie we wrocku, to podjedzie do mnie i podzruci do domu. No coś ten jej asystent pokpił sprawę! Nie tak miało być. Ja po całodziennej gonitwie, czyli zbór, zoo z synem, jego urodziny u kolegi wracam do domu na 19. Czekam cierpliwie do 22 na pismo, a że go nie ma to wdzwonię i pytam. Pani była pod moją bramą o 21,30 ale nie odbierałam telefonu, więc odjechała do siebie. A ja mam świeżo zakupiony blackberry i nie mogę go ładować wcześniej, niż się cała bateria wyczerpie, a w nim tylko migało początek...rozładowania. No więc proszę panią o fax z pismem do firmy męża w poniedziałek o godz 8 rano, bo może posiedzenie zarządu jest o 8? Jego szefowa popilotuje mi sprawę. Pani się zgadza. W poniedziałek wstaję o 5 rano, piszę maila do szefowej męża, żeby wiedziała o co chodzi oraz przez godzinę uzasadnienie mojej prośby do fundacji Orlen. SZukam takich złów i zdań, żeby nie prezentować się jak uboga matka czwórki dzieci w podartym sweterku. o 6,30 maile poszły. Dzwonie po 8 rano do firmy męża z pytaniem czy doszedł fax pismem? Szefowej nie ma , a jej asystentka nic nie wie. O żesz!!Tłumaczę ponownie całą sytuację, proszę o pilotowanie tych faxów i poganiam asystenta pani J. - gdzie fax od niego, a on, że poczta od 9 czynna. Jenyyyyy...Dwonię więc do wawy do fundacji Orlen i pytam , czy konieczne jest wysyłanie faxem tego, co juz poszło mailem?Ależ nie, oni sobie to znajdą. Ok. Posiedzenie zarządu jest ok 12 więc we wtorek po 13 poznam ich odpowiedź. Dzwonię we wtorek a pan pyta czemu nie ma załączników do maila? Jak to?? Pytałam czy faxować , to co było w mailu, tyle że z dodatkowymi załącznikami...przecież nie chcieli! Ale teraz chcą. Ok, co w takim razie jeszcze dołączyć do mojego maila? Zaświadczenie ze szkoły Małej, pismo z kursu i dochody męża. W środę idę do wychowawczyni Małej i wyłuszczam po co mi jej opinia o mojej córce, a on radzi mi kserować świadectwo z 2 klasy. Ale ja potrzebuję opinię o dziecku, jej pilności, udziałach i wyróżnieniach w konkurskie chopinowskim, fleciarskim, języka francuskiego - co nie jest wymienione wprost w świadectwie. Ja swoje, ona swoje. Ok, znajdę inną metodę, dzwonię do dyrektora szkoły i wyjasniam po co mi taka opinia wychowawcy i że w uzyskaniu dotacji do kursu dla Małej jest ona ważna i potrzebna. Pani dyrektor nie może kazać oczywiście, ale może zasugerować nauczycielowi. Liczę na to, iż dyrektorowi się nie odmawia...

Dziś czwartek, mam skompletować załaczniki do wtorku, ale znając moje doświadcenia obawiam się, że znów wyskoczy jakaś przewszkoda na za pięć 12.

środa, 29 września 2010
anty-poradnik
  • Na początku znajomości pokaż jej zdjęcia wszystkich twoich dawnych koleżanek, wspominając mimochodem, że to ładne dziewczyny. Możesz być pewien, że do końca życia będzie się zastanawiać, co one mają takiego, czego ona nie ma.
  • Nie odzywaj się. Wybierz sobie jedną wieloznaczną monosylabę i używaj jej, ale dopiero wtedy, gdy ona bardzo kategorycznie domaga się jakiejś reakcji z Twojej strony.
  • Kiedy tylko wstaniesz rano, zasłoń się gazetą lub siądź przed ekranem.
  • Gdy wracasz do domu, w którym ona już jest, zawsze najpierw włączaj komputer i sięgaj po gazetę. Kiedy już przejrzysz wiadomości sportowe, możesz przywitać się z żoną. Nie pomyl kolejności! Jeśli przywitasz ją na progu, nie będziesz miał szans dopaść gazety!
  • Kiedy ona wróci do domu, nie odrywaj oczu od ekranu; gdyby zaczęła coś mówić, przerwij jej pytaniem czy kupiła piwo.
    Jeśli tak - wyciągnij rękę i czekaj aż ci poda. Zapomnij podziękować!!
    Jeśli nie kupiła, lub nie chce podać, zignoruj ją - robi to specjalnie, by zwrócić na siebie uwagę.
    Nie daj jej tej satysfakcji.
  • Zapomnij o wszystkich rocznicach i nigdy nie przynoś jej kwiatów. Gdyby nie dawała ci spokoju, wręczaj jej badyla ze słowami: No to już masz te kwiaty, jak ci tak zależy.
    Nie zapomnij główkami do dołu, możesz w papierze.
  • Kiedy opowiada ci o czymkolwiek - ziewaj. Możesz dyskretnie - i tak zauważy.
  • Jeśli ona nie ma ochoty na seks, ogranicz grę wstępną do słów: posuń się stara, będę cię używał.
    Jeśli ma ochotę, gra wstępna powinna brzmieć: użyj se stara, będę cię posuwał
  • Wychodź z domu bez słowa i nigdy jej nie uprzedzaj, jeśli zamierzasz wrócić później niż zwykle. W końcu jeśli się denerwuje, to jej problem, a nie Twój.
  • Kiedy nie wiesz jak się zachować, zawsze stosuj się do punktu drugiego.
  • Ortodoksyjne przestrzeganie powyższego dekalogu gwarantuje, że kobieta z którą mieszkasz, najdalej w ciągu roku wyprowadzi się, albo przynajmniej zacznie cię zdradzać.
    Brak efektów może oznaczać, że mieszkasz z mężczyzną. Sprawdź, czy przypadkiem nie jesteś kobietą.

    Trochę śmieszy, ale ciekawe ile my babki robimy takich błędów w stosunku do facetów? Ja znalazałam u siebie jeden conajmniej....

    wtorek, 28 września 2010
    list do fundacji


     
    Nazywam się Katarzyna S., jesteśmy wraz z mężem rodzicami    4 ki dzieci :
     

    20 letniej Paulinki - studentki 2go roku socjologii na UWr
    9 letniej Pameli - uczennicy szkoły muzycznej przy ZS nr 9 we Wrocławiu /w klasie fletu/, mającej duże osiągnięcia z języka francuskiego
    6 letniego Patryka - przedszkolaka w Przedszkolu nr 129 we Wrocławiu
    2 letniego Pawełka - pozostającego na moim wychowaniu /nie w żłobku/.
     
    Nasze dzieci są zdolne i ciekawe świata, dlatego ze wszystkich swoich sił umożliwiamy im poznawanie go.
    Paulina ma swoje pasje i zainteresowania i realizuje je / czyta mnóstwo książek, pomaga innym w nauce, lubi reagge/
    Pamela chodzi na zajęcia uniwersytetu dziecięcego we Wrocławiu,
    Pamela z Patrykiem są zuchami i biorą udział w zbiórkach swojej gromady "Kicaki" /również obozach, rajdach, wycieczkach/.
    Patryk jest bardzo wysportowany i od 2 lat ćwiczy aikido 2 x w tygodniu, oraz tenisa w przedszkolu
    Paweł jest ciekawym świata chłopczykiem, którego zabieram na różne wycieczki, zabawy rozwijającymi wyobraźnię klockami w multicentrum, wystawy, zabawy plastyczne w rodzaju organizowanych przez wrocławską Renomadizajn.
     Jesteśmy ponadstandardowo wysportowaną rodziną, chodzimy wszyscy na basen, mąż bierze udział w maratonach rowerowych, ja biegam i chodzę na jogę, zaś całą rodziną bierzemy udział w ruchowych zajęciach jak np 12.09. braliśmy udział w rodzinnym " biegu na olimpijską milę" /vide mój profil na fb/.
    Wszystkie wymienione aktywności opłacamy samodzielnie.
    Ponadto jestem zaangażowana mamą, stale podnoszącą swoje kompetencje wychowawcze tj  w dniach 23-27.08.2010 ukończyłam /płatny oczywiście/ warsztat "jak wychować zdolne dziecko", który bardzo wiele mnie nauczył i dał do ręki narzędzia, żeby pomóc dziecku wzmóc jego naturalny potencjał. Certifikat z powyższego mogę okazać. Dodatkowo wciąż szkolę się na warsztatach podnoszących moje kompetencje jako człowieka i rodzica.
    30.09 mam uczestniczyć w warsztatach "Zarządzanie czasem swoim i rodziny" organizowanym przez 
    www.mlodzi.wroclaw.pl .
    Stale szukam ciekawych, twórczych i rozwijających zajęć /aczkolwiek nie ze wszystkich mogę skorzystać, bo barierą są finanse/.
     
    Ostatnio w szkole Pameli uczestniczyłam w pokazie dla dziecka i rodzica szkolenia " Skuteczne czytanie". To było bardzo interesujące, a ja mając w myślach ogrom wiedzy muzycznej
    którą córka - uczennica 3 klasy -  musi przyswajać /typu Bach jego muzyka i życiorys, Chopin jego muzyka i życiorys, Vivaldi jego muzyka i życiorys etc, postanowiłam ją zapisać na te warsztaty. Jednak ich koszt tj 560 zł od osoby /byćmoże zniżka na drugie dziecko/ jest poza moimi możliwościami finansowymi - zwłaszcza po wrześniu, gdy wydatków szkolnych jest mnóstwo. Kurs zaczyna się w 10.2010 i trwa 2,5 miesiąca.
    Złożyłam oczywiście wniosek w szkole o stypendium naukowe, ale Pamela, jako uczennica 3 klasy, ma oceny opisowe i nie wynika z nich średnia, zaś wyróżnienia na konkursach fletowych, czy z języka francuskiego nie są brane pod uwagę.
     
     
    Jestem osobą nieaktywną zawodowo /aczkolwiek wykształconą/ ponieważ samodzielne wychowywanie małego dziecka, prowadzenie domu dla rodziny wielodzietnej  i te wszystkie aktywności pochłaniają mnóstwo czasu.
    Pozostajemy jako rodzina na wyłącznym utrzymaniu męża i wraz z dodatkiem rodzinnym mamy dochód miesięczny 355 zł na osobę.
     
    Dlatego pozwalam sobie zwracać się do Państwa Fundacji Orlen Dar Serca o wsparcie finansowe / w formie dowolnie wybranej przez Fundację/ umożliwiające moim córkom,
    tj studentce Paulinie i uczennicy Pameli rozpoczęcie i ukończenie tego szkolenia z zakresu skutecznego czytania i  szybszego przyswajania wiedzy w ogóle.
     
    Proszę o mailowe potwierdzenia podjętej przez Państwa Fundację "Orlen Dar Serca" decyzji. Częsciowe choćby sfinansowanie tego projektu przybliży mnie do jego osiągnięcia.
    Szukam również w firmach prywatnych prywatnego sponsora dla mojej Pameli, jednak potrzeb jest wiele i te potrzeby np medyczne innych dzieci, wydają się mieć pierwszeństwo.
     
    Zaś inwestycja w naukę dziecka jest ponadczasowa i przynosi korzyści nie tylko osobie zainteresowanej. Jest dobrem ogółu.

    Dziś o 13 poznam odpowiedź od zarządu fundacji....

    sobota, 25 września 2010
    radość życia

    Wczoraj spędziłam niezwykle miłe popołudnie. Jestem klientem ery od 10 lat, płacę co msc wysokie rachunki za telefon i dopiero teraz....zaprosili mnie wraz z osobą towarzyszącą na rejs statkiem po Odrze i inne atrakcje. Najpierw pomyślałam o Mężu, jako moim  towarzyszu tej przyjemności, ale on w piątek czyścił piasty w kole i ogólnie szykował rower na dzisiejszy rowerowy maraton. On dziękuje i nie może, ok. Dzwonię do koleżanki R. Ona - jako właścicielka firmy - czasu za wiele nie ma , ale go wykroi. Świetnie, lubię z nią spędzać czas /razem mamy te marszobiegi wieczorne/ pobawimy się razem. Ale czas koleżanki się skurczył i w czwartek wieczorem dałą mi znać , że rezygnuje, ok. Szukam dalej. Kolega A. jest tylko 120 km stąd, ale nie pokona tej odległości, koleżanka K. już wkręciła się w coś innego, koleżanka B. idzie na popołudniowy spacer z dzieckiem, druga koleżanka B. nie odpowiada na telefon. Mama - entuzjastycznie nastawiona na tę wycieczkę - zapytana przeze mnia, czy tam też będzie pić kawę łyżeczką, obraziła się i sobie poszła.....            Wszystko wskazuje  na to, że muszę isć tam.....sama ze sobą. OK!!! Lubię spędzać czas samotnie, a zdarza mi się to niezwykle rzadko. Odpowiednio wcześnie wyszłam z domu, żeby być lekko przed czasem, zaś domownicy oczywiście zaopiekowani tj Mąż rower szykuje, Duża się na wieczorne wyjście szykuje, Duży i Mała już imprezują na urodzinach przedszkolnego kolegi, Mały zaś 1szy raz odkąd się urodził jest z Nianią na spacerze 3 godzinnym.

    Luz blues, w niebie same dziury...Z dala pięknie udekorowany statek, z grającą jazz muzyczką przyciąga uwagę. Już cieszę się, że nikt mnie tu nie zna i mogę robić co chcę /w ramach przyzwoitości oczywiście/. Miałam nie zaczepiać mojego opiekuna telefonicznego, ale jak jest tak pod ręką, to niech mi coś wyjaśni z tym blackberry, co go dopiero zakupiłam i nie wiem co zacz. Znając moje szczęście wielce prawdopodobne, że coś się w ostatniej chwili zepsuje /jak ostatnio: przyjechałam po syna na aikido i auta nie mogłam odpalić swoimi świeżo dostanymi kluczami z imobilizerem i centralnym zamkiem -- po ówczesnym ich zgubieniu pod domem!!!/. I co? Oczywiście moich 230 kontaktów na karcie sim nie mogło skopiować aż 3 konsultantów telefonicznych. Mam nowy telefon goły w kontakty!! Dzwoni Mąż z pytaniem o telefon, żeby zabrać dzieci z urodzin a tu nic. Jakiś telefon dzwoni, dziwię się że inni telefonu nie odbierają, a to w mojej torebce dzwoni mój nowy telefon!!! na którego melodię dzwonka nie reaguję, bo jej nie znam. Ha, ha, ha 

    Nie znam tu nikogo, ale to mi nie przeszkadza, jem pyszne sałatki, przepyszne sery z grilla, piję grzecznie soczek /w końcu przyjechałam autem i tramwajem, żeby słynnych wrocławskich korków uniknąć/. Delektuję się życiem, smakuje mi bardzo...

    Oglądam gratisy z otrzymanej firmowej torby /jeszcze mi dołożyli zapomnianą z salonu fakturę do zapłacenia/ fakt : Duży będzie zachwycony tą lornetką. Zagaduję osobę A, odpowiada, ale jego żona gromi mnie wzrokiem i ostentacyjnie milczy, więc po kilkakrotnych wymianach uwag i coraz bardziej zabijającym wzrokiem kobiety zmieniam obiet moich konwersacji. Pięknie, ktoś mi przysiadł marynarkę, przeprosił i rozmowa lekko się potoczyła. Mają firmę i to w branży, która mnie interesuje, żona ma na imię Kasia /same Kaśki ostatnio dookoła mnie - nawet moja konsultantka z ery to Katarzyna/ mają jak my 4 dzieci. On typowy sangwinik, rwący się na parkiet w takt muzyki, a żona bardziej powściągliwa, z tych co publicznie nie tańczą. Ja też nie tańczę, ale trio poprosiłam o zagranie coś z Police/Stinga. I co? Zagrali moje ukochane 'every breath you take..' /tańczyłam ten kawałek z Mężem na środku stadionu w Chorzowie na koncercie Stinga 2 lata temu, będąc w 6 mscu ciąży z Małym/. Uwielbiam takie chwile...Jedynie serce kłuje, że w pojedynkę te doznania...

    4 godziny rejsu jak z bicza strzeliły, odmówiłam nowo poznanej parze pójścia na te potańcówki pod chmurką, co je ze statku widzieliśmy, wizytówki nie mieli, ale napewno się spotkamy, bo mają....warsztat samochodowy, a moja piękna, długa rysa /mojego autorstwa oczywiście/ na drzwiach galaxy może wreszcie zniknie.

    p.s. jak się wyłącza to cholerne pogrubienie?? bo jakoś sama nie potrafię dojść, a włączyłam je przypadkowo!!

     

     

    wtorek, 21 września 2010
    mój biust

    Wczoraj opuściłam nabożeństwo /w sposób niezamierzony, ale jak to często bywa, poślizg czasowy zmienia wiele/, ponieważ prezentowałam mój biust obcemu panu w.............mammobusie. Żartowałam z nim , że napewno koledzy zazdroszczą mu takiej pracy, tyle kobiet - tyle biustów, a po fotkach promieniotwórczych jeszcze zgasił światło, więc było bardzo romantico /aż bluzkę źle zapięłam/. Pan kazał czekać 7 min na wyrok, czyli czy zdjęcia wyszły dobrze....technicznie. Ha, ha, reszty dowiem się z koperty, która przyjdzie do mojego domu. Nie boję się wcale i cieszę, że namówiłam 2 koleżanki na takie samo badanie, a i jeszcze fotograf uwiecznił nas jak sobie stoimy i rozmawiamy, a ja to nawet mam fotkę przy stoliku "wywiadowczym" /vide mój profil na fb/. Cieszę się życiem, takim jakie mam....

    Do tego wpisu zainspirował mnie cytat :

    "Mam ochotę... Na życie - niezmienną. Na człowieka - niezrównaną. Na zgodę - nieustanną. Na wiedzę - niekłamaną".

    Więcej... http://wyborcza.pl/leczyc/1,102641,8390562,Pieprze_raka_.html#ixzz106wKylMJ

    niedziela, 19 września 2010
    joga

    Żyję ostatnio na bardzo wysokich obrotach. Wstaję ok 5 rano, składam pranie, nastawiam nowe, piszę maile i bloga, robię śniadanie wychodzącym rano z domu, odwożę Dużego do przedszkola, robię zakupy, spaceruję z Małym, gotuję obiad, usypiam Małego, mam drzemkę 30 min /albo i nie/ odbieram Małą ze szkoły, Dużego z przedszkola, zawożę na aikido/harcerstwo/uniwersytet dziecięcy/tenisa, chodzę do lekarza, udzielam się towarzysko, załatwiam interesy, czytam książki, robię kolację, ogarniam całe domowe życie,a wieczorem uprawiam marszobiegi po 1,5 godz z koleżanką. To w tygodniu, bo w weekend odpadają placówki szkolno-przedszkolne, ale obskakujemy festiwale krasnoludków/imprezy dla dzieci/festyny, chodzimy do zboru na nabożeństwa, na długie spacery rodzinne piesze lub rowerowe. Jednym słowem dzieje się wiele. Mam na to wszystko energię i czas, bo jestem dobrze zorganizowana i działam wg ułożonego przez siebie kalendarza /jak go zpomnę z domu , tu tylko mam kłopot/.

    W piątek też miałam biegać, ale wspólnie z koleżanką postanowiłyśmy się jogować. Ostatecznie koleżanka odwołała pójście, bo utonęła w 20kg grzybach, które trzeba było obrać, ususzyć, zamarynować - cokolwiek, byle ich nie zmarnować. Ja poszłam więc sama na 20. Byłam ćwiczyć jogę Kundalini /choć do tej pory ćwiczyłam Iyengara/. Wszyscy się już znali, tylko ja taka nowa z własną mini-karimatą. Ale co tam, ja przyszłam się wyciszyć, a nie podglądać innych. Jogin okazał się ok 60 letnim panem, który imponował siłą spokoju i wytrenowaniem. Asany były łatwe /choć ostatnio ćwiczyłam jogę w 9 mscu ciąży 2 lata temu/, pełne spokoju i głębokiego oddechu. Na koniec 11 krotne mantrowanie OM. Ogólnie podobało mi się i zamierzam piątkowe wieczory spedzać na jodze. Ale bonusem, którego się wcale nie spodziewałam, był głeboki, pełen relaksu sen, który trwał aż do 7 rano /tylko został przerwany przez anonima dzwoniącego o takiej!!! porze na telefon domowy/. Nie pamiętam kiedy noc przyniosła mi tyle treściwyych snów i głębokiego relaksu. To akurat coś dla mnie, takiej zabieganej i intensywnie eksloatującej swój organizm.

    Potwierdza się maksyma, zrób coś dla swojego organizmu, a on ci odda w dwójnasób.

    piątek, 17 września 2010
    ból nie do wytrzymania

    Obudziłam się ok 4,30 i zastanawiąjąc, czy dalej usnę w objęciach Morfeusza, czy już dla mnie zaczął się nowy dzień, poczułam nagle tak silny ból w podbrzuszu, że ledwo zmieniłam pozycję z embrionalnej na wyprostowaną. Ból rozlał się w lewej okolicy i tak nasilał, iż z wielkim trudem wstałam z łóżka do łazienki, zaś tam trzymając pion poczułam, że zaraz zemdleję. Nagły gorąc mnie dopadł, oddech się skrócił, poszłam się napić wody, ale zanim włączyłam filtr i nalałam pół szklanki byłam pewna, że osunę się na ziemię, mimo iż trzymam się ściany. Resztką sił podeszłam pod balkon, odsunęłam drzwi na rościerz, położyłam się na podłogę płasko i chłodne powietrze przyniosło mi chwilową ulgę. Trzęsąc się z zimna przypomniałam sobie, co czytałam ostatnio na www.nieczytajtego.pl o świadomym oddychaniu. Głęboki haust powietrza tylko wzmógł ból, ale bardzo skupiałam się na obserwacji oddechu i wysyłaniu go w miejsce bólu. Bardzo trudno mi było świadomie oddychać, bo myśli biegały w głowie i gubiłam tę świadomość oddechu. Jednak kontrola tej świadomości narzucona siłą przynosiłą efekty, powoli, powoli ból tępiał i zwijał się w małą kulkę. Po 20 minutach już prawie zamrożona od zimnego powietrza zamknęłam balkonowe drzwi, dalej kontrolując przepływ oddechu. Leżałam i oddychałam. Ból skurczył się do 5% swej poprzedniej mocy i mogłam wstać. Co za ulga, gdy nic nie boli!!!!!!! Życie jest piękne i wiele do szczęścia nie trzeba...

    Dziękuję Ci autorze bloga, że miałeś inspirację do napisania o świadomym oddychaniu. Mi pomogło...

    środa, 15 września 2010
    oświecenie

    Czasami zdarza mi sie taka jasność umysłu, że myśli lecą w głowie idealnie, nawet werbalizownie ich jest proste. Dopiero powtórna chęć ich nazwania, przywołania 'skraca' je jakoś do 80% pierwotnej ilości. A im bardziej chę sobie przypomnieć , o co chodziło, to tym bardziej ta liczba spada. Czuję, że ratunku tu nie ma. Szukanie w głowie oznacza prawie całkowitą amnezję. Jedyne rozwiąznie to zamówienie w  podświadomości.....przypomnienia.

    A że najlepiej wychodzi to podczas snu, idę do łóżka...