RSS
niedziela, 26 grudnia 2010
Święta i pośpiech

Właśnie uświadomiłam sobie dlaczego nasze oczekiwania od Świąt Bożego Narodzenia czasami rozmijają się z rzeczywistością. Na codzień pędzimy z naszymi sprawami, jesteśmy w niedoczasie i lista niezałatwionych spraw nas przytłacza,    co więcej z każdym dniem rośnie / prokrastynacja się kłania /. W efekcie mamy mega stres i czujemy, że należy zwolnić, ale niby kiedy?? No np. w Święta,            a najlepiej grubo przed.

Zatrzymanie się i refleksja zmusza do analizy co robimy i po co. Czemu to ma służyć? Co chcę osiągnąć? Wciąż dziwię się tym presji mega porządków domowych przed Świętami, że niby błysk musi być. A dla kogo ten błysk? I za jaką cenę? Za cenę zakwasów, przemęczenia i braku sił by cieszyć się wspólna bliskośćią? No chyba coś tu nie tak..To ja wolę mieć nie pościerane kurze z górnej ramy drzwi, nieodkurzone pod kanapą i czas..dla siebie i innych. Jesteśmy istotami stadnymi i to raczej kontakt z innymi przynosi więcej zadowolenia i radości, niż abslutny błysk w domu, kto go zobaczy, gdy z tego domu wyjdziemy? I Ile on potrwa? O wiele krócej niż doprowadzenie do niego.

Przyglądam się mojej krakowskiej koleżance, która jak ja ma 4 dzieci / wiek bardzo podobny/ - ale wszystkie są po placówkach szkolno-przedszkolnych, ja zaś mam 2 letniego juniora w domu jeszcze do obróbki. W zasadzie nasi mężowie pracują podobnie czasowo, my zaś jako mamy odwozimy i przwozimy nasze pociechy ze szkół/zajęć plastycznych/aikido/harcerstwa/prób muzycznych i do tego łączymy to w całość z naszym zawodowym zajęciem i prowadzeneim domu. Czasu mamy tyle samo, ale jego użytkowanie jest chyba inne. Ja wyznaję zasadę pierwszeństwa mojego zadbania o siebie, cobym miałą siłę i chęci żeby zadbać o resztę rodziny.

Tak więc mam: drzemkę w ciągu dnia /o ile mi potrzebna/,                       spokojny czas rano, czas na maile i zaplanowanie całego dnia w kalendarzu,    czas na samorozwój /książki lub artykuły w necie po angielsku/, czas na zabawę z juniorem, czas na zakupy i gotowanie, częste spotkania rano z koleżankami i wspólne śniadania/kawy z nimi /max 1,5 godz trwają/, kurs skutecznego czytania, dopinanie logistyczne odbioru dzieci i spania juniora w tym samym czasie, spotkania biznesowe, rozmowę z mężem, sprawdzenie szkolnych zeszytów i rozmowę co w szkole/przedszkolu było. To tak z grubsza, bo czasem wpada nieplanowane wyjście do lekarza/babci tudzież inne niecierpiące zwłoki zdarzenia. Nie mam czasu na odkurzanie 3 x w tygodniu, prasowanie ubrań rodzinie / tylko sobie prasuję/, latanie ze ściereczką do kurzy i muskanie mebli.

Mam abslotunie poczucie kontroli własnego czasu i panowania nad nim, co więcej oceniam , że min 80% założonych rzeczy realizuję. Zdarzyło się raz, że w ciągu tygodnia miałam 4 dni szkolenia, często jeżdżę na szkolenia i warsztaty kilkugodzinne lub jednodniowe.

Dlatego w chwilach okołoświątecznych lubię zwolnić i daję sobie do tego prawo. Nie muszę piec 5 ciast, zrobię szybkie tiramisu, którym i tak się zachwycają, kupię pierogi ze szpinakiem, które mi smakują, barszcz będzie nie na samodzielnie robionym zakwasie, tylko butelkowym. Za to mam czas na obserwacje ile zabawy jest przy ubieraniu choinki , biciu bombek, leniwą kąpiel, przyszykowanie świątecznego śniadania na stól ubrany w piękny obrus / normalnie obrus u nas nie funkcjonuje/, niespieszne zabawy rodzinne i rozmowy w różnych konstelacjach. Obserwuję i słucham innych. Ciekawe rzeczy mówią dosłownie i między wierszami. Doświadczanie tego wszystkiego daje mi pokój i spokój. Lubię tę niespieszność.

I takiej niespieszności w te Święta Bożego Narodzenia innym życzę.

poniedziałek, 20 grudnia 2010
bliskość

Właśnie spędziłam urocze 3 dni z 3 dziecięci i mężem w zasypanej śniegiem po komin chatce agroturystycznej. Inensywność żywiołu odgrodziła nas od świata dość skutecznie tj trzeba było sobie łopatą wykopywać miejsce parkingowe i unaoczniła jeden ważny fakt: bliskość jest wielka i potrzebna. Takie bycie sobie razem jest ważne, ale smaczku nadaje dopiero fakt, że odczuwam autentyczną radość i wdzięczność, że osoba szczególna w moim sercu może i jest piętro wyżej ode mnie, a mimo to bardzo blisko mnie. Co więcej wyraża gestami i słowami potrzebę tej bliskości i zadowolenie z niej. Co widać nawet w błysku oka.

Świadomość tego tajemnego porozumienia bez słów i bezbronności własnej duszy w obliczu drugiej osoby jakoś raduje mnie i umacnia w intensywności tego poczucia.

Co więcej, uświadamiam sobie że jest kilka osób w moim życiu, z którymi mam to bezpieczne poczucie bliskości budowane latami wspólnych relacji. Czuję się bogata...

poniedziałek, 06 grudnia 2010
noc cudów

U nas Mikołaj w tym roku zaszalał, o rodzicach też pamiętał znaczy się....
cud to niesłychany bo zawsze obrabia prezentowo dziecięcia tylko,
ale w tym roku dodatkowy sponsor się znalazł
więc pod poduchami leżą sobie:


- zielona bluzka koszulowa - dla mnie
- zestaw zdrowotny co mąż mi stale podbiera oraz najnowsza książka W. Manna - mąż
- ulubiona i wymarzona płyta X/Y i piękne wydanie Biblii - duża córka
- zestaw Kubusia Puchatka, czyli słuchawki, skarpetka i żelowe coś na kable mp3 - mała córka
- zestaw szpiega, czyli coś na rękę, co strzela lotkami? - duży syn
- kasa fisher price z otwieraną na korbkę szufladą - mały syn
dzieci dodatkowo domki z kinder niespodzianką

chyba nigdy nie zrozumiem, co jest takiego super w jajku- niespodziance,
czekam na ich niezwykłe, rozgorączkowane miny i dziką radość....

sama pamiętam te uniesienia z własnego dzieciństwa...ehhhh życie,           historia kołem się toczy...