RSS
środa, 24 października 2012
dziś
życie jest piękne właśnie dziś,
nie wczoraj,
nie jutro
ale dziś
tylko na ten moment możemy wpłynąć, bo cała reszta już poza naszym zasięgiem
a dziś dla mnie piękny dzień / bez względu na pogodę/ ponieważ mam o 11,30 immartykulację, znaczy się mówiąc po ludzku wstępuję oficjalnie do akademickiej społeczności i dostaję indeks, ponadto moi chłopcy jadą na zorganizowany przez pastora
męski łykend pt "tylko ojcowie i ich synowie", co napewno im dobrze zrobi, bo będzie tych ojców z synami wielu, zintegrują się przy ognisku i na szlakach turystycznych, posłuchają Słowa Bożego i na dobre im to wyjdzie...a nuż usłyszą coś, czego w domu z ust żoninych usłyszeć się nie da?
do tego ja mam niezagospodarowany piątek i sobotę, więc musze pomyśleć jak tu miło spędzic dni, skoro zostaję sama z córką, już mnie zaproszono na jakieś spotkanie biznesowe, ale czy ja chcę słuchac jak zarabiać duże pieniądze, skoro mam czas na sam na sam z moim dzieckiem? muszę to przemysleć...
ani mi się śni biegać po centrach zakupowych, mam ochotę na nowego Bonda, ale to nie dla 11 latki

życzę dziś samych uroczych i dotykających za serce chwil,
 
Kasia
start na nowo

już dawno nie pisałam,

a myśli kłębią się w głowie

czas zacząć przelewać je na papier

środa, 02 marca 2011
Zjazd na nartach...

Część ferii spędziłam w górach z całą rodziną. Było sporo śniegu, więc oprócz zabaw bałwanowo- sankowych kilka dni zjeżdżałam na nowej dla mnie górce w Świeradowie. Cała natura zachęcała do bycia na świeżym powietrzu. Cudne słońce, 15 stopniowy mrozik i piękne widoki zaszronionych drzew. Wjechałam gondolą na górną stację i....zbielałam. Początkowa trasa jest czerwona /w stopniu trudności/, patrząc na nią z góry 1sza myśl to...chęć ucieczki. Druga myśl nie pozwala rezygnować: no najwyżej jeden raz zjadę. I tak zrobiłam, jeszcze musiałam wspierać Małą Córkę, która do takich nachyleń nie przyzwyczajona. Zjechałam pierwsza, czekam na córkę jadącą asekuracyjnie. Czekam aż dojedzie do mnie i ruszamy dalej. I tak po kolei ugryzłyśmy całą górkę. Gdzieś w 1/3 zjazdu zatrzymałam się i widok tego nachylenia, które dopiero co pokonałam dał mi dużo frajdy. Zjechałam, mimo iż się bałam!! Chcę to poczuć jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze.

Zjazd za gondolą miał dwie wersje. Pierwszą łagodną, a drugą stromą. Ilekroć zjeżdżałam łagodniejszym zjazdem widok górki mnie zniechęcał. Ale i kusił. A może spróbuję? A jak nie wyhamuję? Ok , przymierzę się potem. To potem trwało 3 dni. Zjechałam tym zjazdem i poczułam, że zwyciężyłam. Nie to , że się nie bałam. Bałam się dalej, ale mimo to zjechałam. Z wyższego zjazdu miałam lepszy widok, szerszą perspektywę przed sobą i dużo wolnego stoku. To co jawiło mi się trudnością, było ułatwieniem, lepszą wersją wąskiego, łagodnego zjazdu. Na trudniejszym początku nie było sporo chętnych do jazdy. Wiekszość zjeżdżała za większością. Cholera, i tak samo jest w życiu!!


sobota, 01 stycznia 2011
Nowy Rok - Nowa Ja

Wczorajsze fajerwerki rozświetlały niebo w cudowny sposób. Kaskada kolorów i nastrój oczekiwania czegoś nowego, lepszego skłania do robienia postanowień noworocznych. Moje postanowienia noworoczne są żadne, nie postanawiam: schudnąć, przytyć, rzucić palenie, itp itd bo one mnie nie dotyczą. Jestem w wadze zachwycającej mego męża, więc po co tu coś zmieniać, kupuję ubrania w rozmiarze 34 i z tego powodu kupuję je taniej, bo nie ma zbyt wiele kupujących tej wielkości, więc sprzedawca musi obniżyć cenę, żebym to kupiła. Nałogi mną nie rządzą, więc jestem od nich wolna.Mam samodyscyplinę, wolną wolę i wybieram  to co chcę.

Dlatego rok 2011 będzie moim rokiem!!!

Rokiem moich sukcesów na polu rodzinnym, pełnych dobrej i empatycznej komunikacji z Mężem, Dużą, Małą, Dużym i Małym, spędzania z sobą czasu w sposób napełniający ich banki potrzeb emocjonalnych. Spędzania czasu na wspólnych wyjazdach w nieznane nam miejsca w Polsce i pewnie poza jej granicami, grach, zabawach i nicnierobieniu. Cieszeniu się sobą nawzajem. Bez parcia na obowiązkowy uśmiech i mega fun. Równowagę rodzinną uzupełnia życie z Bogiem i rozwój duchowy, który nadaje sens życiu i ułatwia priorytety i w ogóle całe działanie. Rozwój zawodowy wynika z równowagi w powyższych i dlatego wiem, że czeka mnie niespotykany dotąd rozpęd i efekty moich dotychczasowych działań. Efekty mojej pracy sfinalizują się co miesiąc na moim koncie. Łatwość kontaktów międzyludzkich, którą mam umożliwia mi poznawanie nowych, ciekawych i inspirujących osób, które odciskają swoje piętno na mnie i moim sposobie postrzegania świata. Poszerzając ten krąg staję się bogatsza. Uwielbiam się uczyć i szkolić, a przez to i dzielić się moją wiedzą z innymi. To mi daje satysfakcję i możliwośc pomagania innym, w ważnych dla nich dziedzinach. Lubię sytuacje win to win i dają mi one wiele zadowolenia.  A najważniejsze , że to mnie wszystko spotka, bo mam to.........zaplanowane. Nie są to jakieś moje pobożne życzenia wypowiadane w ciągu 31.12/1.01 tylko konkrety rozbite na poszczególne i mierzalne w czasie kroki.

A jak to zrobiłam? To już moja słodka tajemnica.../najśmieszniejsze jest, że ten sekret jest dostępny każdemu/.

niedziela, 26 grudnia 2010
Święta i pośpiech

Właśnie uświadomiłam sobie dlaczego nasze oczekiwania od Świąt Bożego Narodzenia czasami rozmijają się z rzeczywistością. Na codzień pędzimy z naszymi sprawami, jesteśmy w niedoczasie i lista niezałatwionych spraw nas przytłacza,    co więcej z każdym dniem rośnie / prokrastynacja się kłania /. W efekcie mamy mega stres i czujemy, że należy zwolnić, ale niby kiedy?? No np. w Święta,            a najlepiej grubo przed.

Zatrzymanie się i refleksja zmusza do analizy co robimy i po co. Czemu to ma służyć? Co chcę osiągnąć? Wciąż dziwię się tym presji mega porządków domowych przed Świętami, że niby błysk musi być. A dla kogo ten błysk? I za jaką cenę? Za cenę zakwasów, przemęczenia i braku sił by cieszyć się wspólna bliskośćią? No chyba coś tu nie tak..To ja wolę mieć nie pościerane kurze z górnej ramy drzwi, nieodkurzone pod kanapą i czas..dla siebie i innych. Jesteśmy istotami stadnymi i to raczej kontakt z innymi przynosi więcej zadowolenia i radości, niż abslutny błysk w domu, kto go zobaczy, gdy z tego domu wyjdziemy? I Ile on potrwa? O wiele krócej niż doprowadzenie do niego.

Przyglądam się mojej krakowskiej koleżance, która jak ja ma 4 dzieci / wiek bardzo podobny/ - ale wszystkie są po placówkach szkolno-przedszkolnych, ja zaś mam 2 letniego juniora w domu jeszcze do obróbki. W zasadzie nasi mężowie pracują podobnie czasowo, my zaś jako mamy odwozimy i przwozimy nasze pociechy ze szkół/zajęć plastycznych/aikido/harcerstwa/prób muzycznych i do tego łączymy to w całość z naszym zawodowym zajęciem i prowadzeneim domu. Czasu mamy tyle samo, ale jego użytkowanie jest chyba inne. Ja wyznaję zasadę pierwszeństwa mojego zadbania o siebie, cobym miałą siłę i chęci żeby zadbać o resztę rodziny.

Tak więc mam: drzemkę w ciągu dnia /o ile mi potrzebna/,                       spokojny czas rano, czas na maile i zaplanowanie całego dnia w kalendarzu,    czas na samorozwój /książki lub artykuły w necie po angielsku/, czas na zabawę z juniorem, czas na zakupy i gotowanie, częste spotkania rano z koleżankami i wspólne śniadania/kawy z nimi /max 1,5 godz trwają/, kurs skutecznego czytania, dopinanie logistyczne odbioru dzieci i spania juniora w tym samym czasie, spotkania biznesowe, rozmowę z mężem, sprawdzenie szkolnych zeszytów i rozmowę co w szkole/przedszkolu było. To tak z grubsza, bo czasem wpada nieplanowane wyjście do lekarza/babci tudzież inne niecierpiące zwłoki zdarzenia. Nie mam czasu na odkurzanie 3 x w tygodniu, prasowanie ubrań rodzinie / tylko sobie prasuję/, latanie ze ściereczką do kurzy i muskanie mebli.

Mam abslotunie poczucie kontroli własnego czasu i panowania nad nim, co więcej oceniam , że min 80% założonych rzeczy realizuję. Zdarzyło się raz, że w ciągu tygodnia miałam 4 dni szkolenia, często jeżdżę na szkolenia i warsztaty kilkugodzinne lub jednodniowe.

Dlatego w chwilach okołoświątecznych lubię zwolnić i daję sobie do tego prawo. Nie muszę piec 5 ciast, zrobię szybkie tiramisu, którym i tak się zachwycają, kupię pierogi ze szpinakiem, które mi smakują, barszcz będzie nie na samodzielnie robionym zakwasie, tylko butelkowym. Za to mam czas na obserwacje ile zabawy jest przy ubieraniu choinki , biciu bombek, leniwą kąpiel, przyszykowanie świątecznego śniadania na stól ubrany w piękny obrus / normalnie obrus u nas nie funkcjonuje/, niespieszne zabawy rodzinne i rozmowy w różnych konstelacjach. Obserwuję i słucham innych. Ciekawe rzeczy mówią dosłownie i między wierszami. Doświadczanie tego wszystkiego daje mi pokój i spokój. Lubię tę niespieszność.

I takiej niespieszności w te Święta Bożego Narodzenia innym życzę.

poniedziałek, 20 grudnia 2010
bliskość

Właśnie spędziłam urocze 3 dni z 3 dziecięci i mężem w zasypanej śniegiem po komin chatce agroturystycznej. Inensywność żywiołu odgrodziła nas od świata dość skutecznie tj trzeba było sobie łopatą wykopywać miejsce parkingowe i unaoczniła jeden ważny fakt: bliskość jest wielka i potrzebna. Takie bycie sobie razem jest ważne, ale smaczku nadaje dopiero fakt, że odczuwam autentyczną radość i wdzięczność, że osoba szczególna w moim sercu może i jest piętro wyżej ode mnie, a mimo to bardzo blisko mnie. Co więcej wyraża gestami i słowami potrzebę tej bliskości i zadowolenie z niej. Co widać nawet w błysku oka.

Świadomość tego tajemnego porozumienia bez słów i bezbronności własnej duszy w obliczu drugiej osoby jakoś raduje mnie i umacnia w intensywności tego poczucia.

Co więcej, uświadamiam sobie że jest kilka osób w moim życiu, z którymi mam to bezpieczne poczucie bliskości budowane latami wspólnych relacji. Czuję się bogata...

poniedziałek, 06 grudnia 2010
noc cudów

U nas Mikołaj w tym roku zaszalał, o rodzicach też pamiętał znaczy się....
cud to niesłychany bo zawsze obrabia prezentowo dziecięcia tylko,
ale w tym roku dodatkowy sponsor się znalazł
więc pod poduchami leżą sobie:


- zielona bluzka koszulowa - dla mnie
- zestaw zdrowotny co mąż mi stale podbiera oraz najnowsza książka W. Manna - mąż
- ulubiona i wymarzona płyta X/Y i piękne wydanie Biblii - duża córka
- zestaw Kubusia Puchatka, czyli słuchawki, skarpetka i żelowe coś na kable mp3 - mała córka
- zestaw szpiega, czyli coś na rękę, co strzela lotkami? - duży syn
- kasa fisher price z otwieraną na korbkę szufladą - mały syn
dzieci dodatkowo domki z kinder niespodzianką

chyba nigdy nie zrozumiem, co jest takiego super w jajku- niespodziance,
czekam na ich niezwykłe, rozgorączkowane miny i dziką radość....

sama pamiętam te uniesienia z własnego dzieciństwa...ehhhh życie,           historia kołem się toczy...

poniedziałek, 29 listopada 2010
bez kalendarza...

 

 Ja jestem nieźle zakręcona...
 
W kalendarzu mam powpisywane spotkania biznesowe,
ale nie odbiór dzieci z rajdu o 14,30,
więc po nabożeństwie siedzę sobie u koleżanki jem tiramisu, syn wcina popcorn,  gdy nagle mózg mi przebija błyskawica myśli o odbiorze dzieci z dworca pks,

no te expresem do domu odwieźć juniora na spanie i
całkowicie w 2gą stronę na dworzec
lekko spóźniona okrążałam dworzec 3 razy, bo parkowanie pod taką instytucją utrudnione bardzo, więc stanęłam na zakazie i pędem po dziecięcia.
Uffffffffffff, jeszcze drużynowa była z innymi zuchami, niż moje
zabrałam, podziękowałam, podkarmiłam frytkami
dałam do wyboru kino albo Mc Donald
i skończyliśmy wieczór w kinie oni
ja na pogaduchach przez telefon 1,5 godziny
film zaplątani był dla nich świetny, zadowoleni bardzo
ja również, bo do swieżo zakupionych w sobotę zamszowych kozaków dokupiłam spray impregnujący, jeszcze w sklepie psikałam nim buty

nie wiem co mnie naszło, ale weszłam do deni cler,
ładna bluzka do garnituru tylko 599złm , a jaki rabat??
/ ja bez rabatów w ogóle nie kupuję, nabywając 2 pary kozaków w sobotę pani mi dała gratis na moje wyraźne życzenie/
rabat w dc 20%, niezły rabat, to jaki mają narzut?? 70%?
koszula ma za długie rękawy, ale panie sprawdzą czy ich krawiec to skróci, bo przecież nie zapłacę 6 stów za ubiór wymagający jeszcze poprawki dodatkowo płatnej ,
wrócilismy ok 19 do domu, jeszcze mała córka grała na flecie,
bo mam z nia umowę na granie i bardzo jej zależy , żeby się wywiązała z niej /nawet mi powiedziała, że zaraz po kinie musimy wracać, bo ona jeszcze na flecie musi grać - to się nazywa niezła motywacja wewnętrzna!!!/. A co!
niedziela, 21 listopada 2010
taaaka przerwa

Już dawno nie pisałam, bo moja aktywność przeniosła się na inne pola. Jednak i blogowego nie zamierzam zaniedbać. Ot poprostu w ciągu ostatnich 2 tygodni byłam na 2 szkoleniach / w tym jedno weekendowe/ , miałam małą rewolucję w stosunkach domowych, zaczęłam uczęszczać na wartszaty z komunikacji dla par i postanowiłam natychmiast otworzyć własną firmę. Co tam jedną!! Najlepiej dwie. Pierwsza z dziedziny zarządzania własnym zdrowiem, taki health couching. W końcu, jeśli poprawa zdrowia o 10% przyniesie wyższe o 10% dochody danej osoby, to chyba oczywiste, że jest tym zainteresowana.

Druga jest z innej branży. Takiej która dotyczy nas wszsytkich, mianowicie chodzi o finanse. Zadałam sobie 3 proste pytania:    1, jak skutecznie planować swoje finanse i budować własne bezpieczeństwo finansowe?                                                   2, dlaczego większośc ludzi nie pozbedzie się kredytów?           3, jak wybierać korzystne rozwiązania dla siebie?

Już od dawna martwiła mnie wizja wysokości mojej emerytury, ZUS wyliczył ją na 100zł, a ja od 10 lat pozostając kobietą domową nie mam przyrostu na moim koncie emerytalnym. Mój mąż ma wykupione od 5 lat ubezpieczenie z zabezpieczeniem emerytalnym, gdyby szczęśliwie dożył 65 r.ż. nie walnięty żadnym tramwajem /gwiżdżę na te 200.000zł z tytułu jego wyprowadzki do Nieba/. A ja? Nie mam nic. Do tej pory martwiło mnie to biernie, tzn wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić, ale co i kiedy to nawet nie wiedziałam. Ale gdy uczeń jest gotowy, to mistrz się zjawia. Poznałam / przez przypadek???/ osobę, która jest niezależna finansowo z tytułu tego co robi. A zajmuje się zabezpieczaniem własnych finansów i oszczędzaniem. Aaaaaa....

To ja mam niezłą dyscyplinę finansową, od 5 lat odkładam 10% przychodów na nasze inne konto i one sobie tam leżą i....nic nie robią. Obawiam się, że tracą nawet na wartości. Nie mamy żadnych długów i kredytów. Nie znam się na akcjach i nie wiem w co inwestować, aczkolwiek myślę o inwestycjach w nieruchomości nie swoimi pieniędzmi. Bo swoich nie mam. Przeczytałam  już z 5 razy przez ostatnich 6 lat   'Bogaty ojciec, biedny ojciec' R. Kiyosakiego i coś w jego filizofii finansowej jest. Ale on jest Amerykaninem i mieszka w USA, czy jego metody działąją w Polsce? Nie wiem, jednak sprawdzę. Wiem, że z samego oszczędzania fortuny nie będzie, /bo skąd mam wiele oszczędzać, skoro nasz przychód jest stały , a jeść i ubierać się musimy/, ale napewno jest jakaś inna droga do pieniędzy. Ja to wiem, tylko nie mam pojęcia jak ona się nazywa.

Ale ja jestem niezła w zadawaniu pytań, a kto zadaje mądre pytania, znajduje mądre odpowiedzi. Jedno zadane pytanie właściwej osobie spowodowało, że na początku grudnia jadę na spotkanie z prawą ręką finansową Leszka Czarneckiego. Zobaczymy co z tego wyjdzie, listę pytań już szykuję. 

Czyli obie moje firmy mają coś ze zdrowiem wspólnego : zarządzanie swym dobrem największym , oraz optyka finansowa.

piątek, 05 listopada 2010
czy to łatwe?

By spending time worrying about the coulds,                         mights,                                                                            and  maybes,                                                                                 you’ll end up missing out on living in the present and enjoying just being in the moment.

 
1 , 2 , 3 , 4